Już nie wrócą? Zapłacz. Oddychaj.

Exordium[1]

Nie czuję nic. Nie ma nic poza oczekiwaniem, pustką. W tej pustce jest sznur i uwiązane na nim, nagie bezwładne ciało, rzucone w kąt sceny. Z półmroku, przy akompaniamencie siedzącego na uboczu wiolonczelisty, wyłania się kobieca postać. W dłoniach trzyma ceramiczny rdzeń, na który nawinięty został drugi koniec sznura. Lina przechodzi przez wiszący wysoko blok. Kobieta śpiewa. Jej piękny głos z początku brzmi delikatnie jak Lament Dydony[2], z minuty na minutę staje się jednak coraz bardziej żarliwy. Śpiewaczka wchodzi w dialog sama ze sobą i chociaż nie rozumiem słów, widzę, że stara się przemówić również do mnie. Jej śpiew jest przepełniony bólem, smutkiem, lecz wciąż brzmi mocno, tak mocno, że kompletnie mnie pochłania i niemal w ostatniej chwili zauważam idącą ku scenie od strony widowni kolejną postać. Nie wiem, kim jest. Ukrywa twarz za czarną zasłoną. Nie widzę jej oczu. Nie wiem, czy ona widzi cokolwiek, bo zdaje się poruszać nieco po omacku, ale jednak powoli posuwa się do przodu. Czuję się rozdarta – nie wiem, na kim skupić uwagę: na postaciach na scenie czy kobiecie bez twarzy. Wiolonczelista coraz częściej odchodzi od partytury. Mój świat, świat widza, zaczyna się rozpadać, ale to dopiero początek.

[1] Nazwa pierwszej części klasycznego żałobnego utworu literackiego (Epicedium) [czy na pewno epicedium wielką literą?] oznaczająca wyjawienie przyczyny bólu.

[2] Lament Dydony – aria z 3. [lub III] aktu opery Henry’ego Purcella Dydona i Eneasz (1680 r.).

Tekst całej recenzji dostępny na stronie Centrum Sztuki Tańca: http://centrumsztukitanca.eu/recenzja-spektaklu-ogrody-opuscily-swoje-drzewa/

Fot. Marta Ankiersztejn

About the Author

Dodaj komentarz

You may also like these