Strefa przeznaczenia

To inna przestrzeń. Obca. Nie wiem, jak się nazywa i czym jest, ale czuję jej puls. W chybotliwym świetle fabrycznej lampy majaczą porzucone zwierzęce kości. Poza tym pustka. Słyszę ją w kolażu dźwięków i odgłosów. Czuję rytm mojego bijącego serca. Mam wrażenie, że wszystko wokół tętni życiem, choć to, co widzę zdaje się być martwe, wyrwane z innej rzeczywistości i pozbawione korzeni, jak kępka trawy w drgających rękach Sylwii Hanff. Tancerka zaczyna na uboczu, ostrożnie badając grunt. Porusza się z trudem, jakby na jej barkach spoczywał jakiś ogromny niewidoczny ciężar.  Każde poruszenie ciała waży. Może waży dusza, a nie ciało – coś ciężkiego wewnątrz, co przytłacza, hamuje, utrudnia, nie pozwala swobodnie pokonywać przestrzeni? Każdy krok, ruch ramion, głowy jest naznaczony wysiłkiem, jest zmaganiem z jakąś niewidzialną, wszechogarniającą siłą. Czy to ona spowodowała, że świat, który widzę na scenie, rozpadł się kiedyś na niewiele znaczące strzępy? A może odwrotnie – to właśnie ona sprawia, że wciąż gdzieś tam, prawie niedostrzegalnie, nieświadome niczego, więdnące źdźbło trawy tętni życiem? Czego w ogóle chce ta dziwna kobieta w czarnym skórzanym płaszczu, za plecami której jak powidoki nieznanych miast lub senne koszmary przepływają obrazy opuszczonych miejsc?

Cały tekst opublikowany w : http://centrumsztukitanca.eu/recenzja-spektaklu-zmierzch-opuszczonych-miast-justyna-stanislawska/

About the Author

Dodaj komentarz

You may also like these